Śmierć to niezbyt duża cena za miłość.
Śmierć to niezbyt duża cena za miłość.
Powtarzałaś po stokroć, że go porzucisz, lecz sposób w jakim odchodził,
zawsze prowadził was do ponownego spotkania.
Od dziecka przyglądałaś się, jak z wrodzoną gracją wychodził na zewnątrz. Długimi krokami schodził w dół schodów, a hebanowe włosy powiewały na wietrze, według własnej, nikomu nie znanej choreografii. Zdawałoby się, że wręcz tanecznym krokiem pojawiał się na podwórku i znikał równie szybko, niż mrugnęłaś okiem. Wszystko w nim przyciągało do siebie, lecz silna wola nakazywała pozostać w ukryciu. Tak przecież było bezpieczniej.
Bomba wybuchła 17 kwietnia 2010 roku, zabierając ze sobą kilkanaście ludzkich żyć. Na połowę więcej sprowadziła mniejsze lub większe kalectwo, uszczerbek na zdrowiu fizycznym, a jeszcze więcej ludzi pogrążyło się w rozpaczy, tracąc przy tym komfort psychiczny i popadając w depresję.
Gdyby otrzymał pomoc wcześniej. Sakura często obwiniała się za jego śmierć. Przeklinała samą siebie, że w tamtym momencie, to właśnie on był na miejscu, na którym przecież miała być właśnie ona.
Każdy dzień był nową katorgą. Kiedy wstawała rano, gotowała wodę w czajniku, którą następnie wlewała do pustej szklanki, później odliczała kolejne minuty, na niewielkim, wiszącym zegarze, by następnie połknąć podłużną tabletkę, która podobno miała pomóc.
Nic nie pomagała.