Dla Talona.
Patrzyła nie niego spod wachlarza, długich, gęstych rzęs, kiedy wychodził z łazienki. Siedziała oparta o poduszki, pogrążona w lekturze jednego z ulubionych kryminalnych autorów. Nie miał na sobie koszulki, a niewielkie krople pozostałej wody, zaznaczały drogę po twardych mięśniach brzucha. W dłoniach trzymał ręcznik, którym chwile wcześniej wycierał włosy. Przerzucił go szybko przez ramię, kierując się w stronę własnego pokoju. Aby do niego dojść musiał przejść korytarz, mijając po drodze jej pokój. Przez otwarte drzwi zauważył, że nieśmiało przygląda się jego osobie, a gdy ich spojrzenia się spotkały, zarumieniona i zawstydzona powstała, aby zamknąć drzwi.
– Dobranoc Himawari – rzekł buńczucznie, tak jakby w dalszym ciągu była małą, pięcioletnią dziewczynką. A przecież niedawno skończyła szesnaście lat.
– Dobranoc Kawaki–kun – wyszeptała, kiedy dębowe drzwi pokoju zostały zamknięte.
Odłożyła książkę, na stojącą przy łóżku komódkę, aby następnie ściągnąć dresowe spodnie i położyć się w przytulnej pościeli.
Od dawna obserwowała wewnętrzną przemianę Kawakiego, najpierw ostrożnie, spokojnie, na dystans, aby ostatecznie pozwolić, by wkroczył w jej mały wszechświat. Skąd mogła wiedzieć, że mimowolnie, bezwarunkowo się od niego uzależni?
