Twe dłonie jak konwalie na mej skroni tańcują już.
Chwytasz moją talię, a na buzi szminka i róż.
Zaciemnione pomieszczenie oświetlał nikły blask kolorowych światełek, a w powietrzu dało się wyczuć zapach unoszącego się tytoniu, wypijanego alkoholu i potu tańczących ludzi. Pomimo wcześniejszego sprzeciwu, teraz aktualnie cieszyła się, że znajduje na tej zabawie. Sącząc powoli przez słomkę kolejnego drinka składającego się z aperolu, prosecco i wody, obserwowała zgromadzonych przyjaciół. Część z nich już dawno wyginała się w rytm muzyki, coraz śmielej i odważniej. Jednak nie czuła się jeszcze na siłach, aby razem z nimi porzucić swój wstyd i dotrzymać im kroku. Była zbyt trzeźwa.
Pociągnęła raz jeszcze łyk, kiedy dotarło do niej, że kieliszek jest pusty. Zamrugała oczami, by następnie ustalić najbliższy punkt barmański, gdzie mogłaby kolejny raz zamówić orzeźwiającego drinka. Przeciskając się przez tłum hałaśliwych i spoconych ludzi, w końcu dotarła do lady. Gestem ręki zamówiła raz jeszcze to samo, a po chwili już cieszyła się z kolejnej porcji. Nim zdążyła dojść do wynajętej wcześniej przez przyjaciół loży, kilkakrotnie stawiła czoła zaczepkom, przepychankom, a nawet zdążyła uchylić się od ciosu. Pijani ludzie znajdujący się w tym klubie byli głośni i nieznośni. Lecz najważniejsze było to, że on także się tu znajdował.
