Śruba w protezie Siódmego zardzewiała, a zgięcie serdecznego palca wytarło się, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Druga ręka — lewa, bolała od trzymania śrubokrętu i wkręcania kolejnych części protezy. Gdy w końcu zdążył dokręcić wszystkie pięć śrub, mógł z całą śmiałością jaką posiadał, stwierdzić, że nie potrzebuje konserwacji. Na razie.
Z westchnieniem ulgi spoczął na zielonym fotelu, w którym miał zwyczaj siedzieć, kiedy obserwował z daleka kolejny z dni rodziny Uzumakich. Ze wstrętem spojrzał raz jeszcze na lewą dłoń, odwrócił ją wierzchem do dołu i przyznał, że niczego na świecie nienawidzi bardziej od karmy. Było to jego przekleństwo.
Od kilku lat chłopiec z obrzydzeniem patrzył na ten znak, wyryty magicznym sposobem na wewnętrznej stronie dłoni. Czuł gniew i wściekłość, a po tym przychodził od razu żal. Zdawałoby się, że tamte tragiczne dni już minęły, a w posiadłości hokage może czuć się bezpiecznie. Z kolejnymi dniami powoli, swoim tempem, otwierał się przed nową rodziną, by ostatecznie wyjawić prawdziwe imię najbardziej znienawidzonej przez niego osoby.
Rozprostował plecy, aż fotel delikatnie zatrzeszczał pod ich ciężarem. Nie czul już obecności niebieskich tęczówek Naruto, więc mógł się nacieszyć chwilą wolności. Z westchnieniem pochylił się nad stolikiem, na którego blacie wciąż znajdował się śrubokręt. Czy już zawsze jego życie będzie tak wyglądało? W ostateczności mógłby pozostać w Konosze. Chociaż nie chciał się sam przed sobą przyznać, że wreszcie ma prawdziwy dom.


